jestem w kropce. dotychczasowa decyzja o przyszłości była dla mnie swoistą porażką, jednak pocieszała mnie myśl, że za rok wszystko będzie tak jak powinno, trzymałam się jej jak tonący deski.
dzisiaj po rozmowie z tatą czuje, że zaczynam toną w strachu i niepewności. pomógł mi zrozumieć, że nie jestem oddana sztuce, że stanowi jedynie dodatek do życia, czasem sposób na wyrażenie siebie, a nie wypełnia mojego świata. powiedział, że sztuka jest zazdrosną kochanką. a na bycie artystą nie jest potrzebny kwitek z akademii. na ile moja decyzja o wyborze studiów była ukierunkowana wewnętrzną potrzebą i powołaniem a na ile opcją, która wydawała się realnym rozwiązaniem?
dziś były egzaminy na asp. czy gdybym przygotowała się lepiej dziś byłabym w Krakowie zanieść teczkę? jakiś czas temu w ogóle nie myślałam o przyszłości, o studiach.. ważne było by przetrwać kolejny dzień, by nie zwymiotować, by dać rano rade wstać z łóżka. nie było miejsca na malowanie, na jakiekolwiek rozwijanie siebie, wręcz przeciwnie, ciągle walczyłam i niszczyłam siebie. zadaje sobie pytanie, czy gdybym faktycznie była oddana sztuce to w tym stanie ona stałaby się jedną z dróg ucieczek? albo czy mimo sytuacji, w której byłam potrafiłabym malować?
wiem, że nie jestem typem wielkoformatowego artysty, który godziny spędza nad sztalugą w szale twórczym, zapominając o rzeczywistości. jestem bardziej artystą, który używa sztuki do uchwycenia swoich myśli lub wyobrażeń.
wątpliwości, które pojawiły się mi w głowie powodują rozpacz, bezsilność, nicość, zwątpienie i poczucie beznadziejności. nie wiem co będzie dalej, to mnie tak przeraża i paraliżuje, nie mam odwagi wejść w o nieznane. wcześniej miałam jakiś plan, teraz muszę spróbować od nowa, to bardzo trudne. ciężko mi się dźwignąć z rozpaczy nad sobą i lękiem, który mnie blokuje.
ledwo co nauczyłam się trzymać w ryzach swoje życie tak, by się nie rozleciało na kawałki a już powinnam nim umiejętnie pokierować. nie czuje dorosłości, w którą wchodzę, nie potrafię jej ukierunkować ani zatroszczyć się o nią, bo czuje się jak sprana życiem czterdziestka w kryzysie wieku.
czuje nieukierunkowany żal i wściekłość o to jak wygląda moje życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz